Przejdź do głównej zawartości

Posty

trzy

  miał na sobie złoty ornat i czapkę Amenhotepa otoczoną królewskim wężem. Herhor spojrzał po ogromnych masach ludu, który otaczał świątynię, i schyliwszy się do szturmującej bandy rzekł: -   Kimkolwiek jesteście, prawowiernymi czy poganami, w imię bogów wzywam was, żeby- ście świątynię zostawili w spokoju... Gwar ludu nagle ucichnął i tylko słychać było tłuczenie belek o miedzianą bramę. Lecz wnet i belki ustały. -    Otwórzcie bramę! - zawołał z dołu olbrzym. - Chcemy przekonać się, czy nie knujecie zdrady przeciw naszemu panu... -    Synu mój - odparł Herhor - upadnij na twarz i błagaj bogów, aby przebaczyli ci święto- kradztwo... -    Samentu, gdyby żył?... -    Jestem pewny - odparł energicznie kapłan - że Samentu wszedłby do świątyni Ptah, bo- gom spaliłby kadzidło, ale ukarałby zdrajców i morderców... -   A ja powtarzam, że ty jesteś najgorszy zdrajca!... - zawołała królowa. -   Spełniam tylko mój obowiązek - odparł niewzruszony kapłan. -   Zap
Najnowsze posty

dwa

  nieszczęśliwy sposób... Tu Herhor westchnął. -...Wraz ze śmiercią Ramzesa XIII nie tylko zgasł faraon, ale i pełna sławy dynastia dwu- dziesta... Między zebranymi przeleciał szmer. -   Dynastia nie skończyła się - wtrącił prawie szorstko potężny nomarcha memfijski. - Żyje przecie czcigodna królowa Nikotris, więc tron należy do niej... Po chwili milczenia odpowiedział Herhor: -   Najdostojniejsza małżonka moja, królowa Nikotris... Teraz w zebraniu rozległ się nie szmer, ale krzyk i trwał kilka minut. Gdy ucichło, Herhor spokojnie i dobitnie mówił dalej: -    Moja najdostojniejsza małżonka, królowa Nikotris, nieutulona w żalu po śmierci syna, zrzekła się tronu... -    Pozwólcie!... - zawołał nomarcha memfijski. - Najdostojniejszy namiestnik mianuje kró- lowę swoją małżonką... Jest to wiadomość zupełnie nowa, którą przede wszystkim należy sprawdzić... Na znak Herhora najwyższy sędzia tebański wydobył ze złotej puszki i głośno odczytał akt ślubu zawartego

jeden

  -   mieczach lub nożach. -   Co chcecie z nim zrobić? - spytał wreszcie naczelnik policji. -   Mamy przeciw niemu wyrok... -   A trupa zostawicie? -   Ze wszystkim, co ma na sobie - odparł starszy dozorca. Policjanci szeptali między sobą. -    Jeżeli mówicie prawdę - rzekł wreszcie naczelnik policji - nie będziemy wam przeszka- dzali. Owszem, pożyczymy go wam na chwilę, gdy wpadnie w nasze ręce... -   Przysięgacie? -   Przysięgamy... -   No to możemy iść razem... Połączyli się, ale Grek zniknął im z oczu. -   Przekleństwo!... - zawołał naczelnik policji. - Znowu umknął... -   Znajdzie się - odparł dozorca z Labiryntu - a może nawet tędy będzie wracał. -   Po cóż by szedł do królewskiego ogrodu? - spytał naczelnik. -    Arcykapłani używają go do jakichś swoich interesów, ale on wróci do świątyni, wróci!... -   mówił dozorca. Postanowili tedy czekać i działać wspólnie. -   Trzecią noc marnujemy! - rzekł jeden z policjantów ziew